opress praca fotoszok sportforum sportmaniak gadulek hostil poczta blogi modeleczki zaloty chlewik
x
Blog black-fallen-angel


Księga gości



Archiwum

2010
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
2009
  Listopad
  Grudzień





Linki



Odwiedzin: 1222



Darmowe Blogi Blogx.pl


2010-09-01 | 16:26:54

"I wracaja matolki na swe szkolne stolki"...;) Chyba nic nie trzeba dodawac...

Moje swirki nie poznaly mnie dzisiaj - spk, bede bogata... Ale pogoda to byla paskudna. A ja jeszcze wlozylam mini, ze nogi tak mi przewialo ze masakra. I od glupich butow mam bable na stopach;( Tak to jest gdy sie zaklada nowe buty na caly dzien. I od tego halasu tak strasznie mnie glowa boli, ze juz tego nie ogarniam...

Szok. Szok ze ja nie moge. Ona nie potrafi z nim byc a on nie potrafi sie na nia gniewac. Cos takiego...

I trzeba wziac swoje zycie we wlasne rece i zrobic by calego nie przejebac.

skomentuj | (0)



2010-08-27 | 16:55:20

Wszystko sie konczy...

I nie mam w tym momencie na mysli tylko wakacji, zreszta w sumie tak bardzo nie bede za nimi tesknic, bo nie byly najlepsze. Po pierwsze to byly 2 miesiace ciezkiej pracy, ktora jednak w koncu polubilam, ale nie chce do niej wracac. 2 miesiace rozlaki z chlopakiem, ktory chyba jest mniej cierpliwy niz ja i juz sam zakonczyl ten zwiazek. "Chyba" - nie powiedzial mi nic wprost, ale przez caly ten czas widzialam sie z nim moze ze 4 razy, a juz od 2 tyg wcale sie nie odzywa. Moze w sumie nie zaluje tak mocno, bo tak juz mialo byc i tyle. A moze po prostu mam "pewna nadzieje", ze bedzie jak zwykle. Ze wystarczy troche poczekac i on wroci. Zawsze wraca. Moze i tym razem...

Wczoraj zrobilam najazd na galerie. Musialam zakupic sie do szkoly i wydalam prawie wszystkie pieniadze. Zostawilam w sklepach ok. 700 zl. Ale jestem zadowolona, bo kupilam 2 pary spodni, torbe, nowe buty, kilka bluzek i sweterek. A jutro... Jutro jade przekluc pepek. Oczywiscie bez wiedzy i zgody rodzicow. Sama nie wiem czemu tak dlugo to odwlekalam, ale wzielam sie i jutro o 11 bede sie kolczykowac. I jezeli to sie uda, to wszystkie moje plany na wakacje zostana spelnione.

I wracamy do szkoly. Stesknilam sie juz na tymi moimi swirkami... Fajnie bedzie zobaczyc sie i wrocic do tych codziennych wyglupow.;)

I mam problem. Nie mam pomyslu na prezent dla przyjaciela. Chodzi mi o jakis drobiazg, najlepiej cos zielonego;) Jakby ktos mial pomysl, to piszcie...

skomentuj | (1)



2010-08-23 | 20:04:06

"Byles blizej, byles dalej

Teraz nie ma cie wcale...

Gdzie mam isc,

gdy nie ma cie przy mnie?

Znajdz w sobie glos

i powiedz mi tak niewinnie,

ze mnie kochasz. I nie odejdziesz juz nigdy,

bo swiat bez ciebie,

jest zimny. Niszczy mnie

i odbiera mi sily.

Nie wiem jak to zrobisz,

ale spraw, by nasze gwiazdy spotkaly sie, rozbily

i trwaly wiecznie...

Znajdz mnie na lace kwiatow

i daj mi cien swojej reki

zebym wstala i wrocila

sciezka wsrod gwiazd..."

 

Nie wiem, czy komus oprocz mnie spodoba sie ten tekst, ale pozdrawiam jego autorke, moja krys;*** Dziekuje, ze wspierasz mnie w tych trudnych chwilach..

No wlasnie... "Byles blizej... teraz nie ma Cie wcale". Nie ma Ciebie. Tak po prostu skonczyles to wszystko. Bez slowa. Zniknales. Nie wiem co za cholera, zmowili sie ci faceci czy co. Boy mojej friend tez nagle zamilkl, tak samo z moja siostra. Nie wiem co sie dzieje, jakies feromony w powietrzu, wirus rozstania? Nie wiem.

Dla mnie dziwne jest to, ze jakos nie czuje tego 'rozstania'. Nie tesknie za nim jakos specjalnie, tylko mam taki zal, ze przestal zabierac mnie ze soba na te jego 'wiejskie' imprezy, festyny itp. I ze teraz jezdzi sam albo z kumplami. Nie mam pewnosci, a jednak nie opuszcza mnie wrazenie, ze wystarczy to przeczekac, ze jeszcze wszystko wroci do normy. Mam nadzieje, bo jednak kocham go (przynajmniej tak mi sie wydaje) i nie chcialabym zeby teraz wszystko sie skonczylo... Nie, wiem, ze jeszcze bedzie dobrze, bo zawsze do mnie wraca. Ale tym razem nie bede czekac na niego 2 lata. I nie mowie, ze to byl zmarnowany czas czy cos, bo mialam w tym czasie roznych chlopakow, ale ciagle to on byl tym pierwszym-jedynym. Tylko ze on, hmm, stracil na wartosci;) wiem jak to brzmi, ale taka jest prawda. Bo juz nie zalezy mi tak bardzo, i z kazdym dniem bede od niego wiecej wymagac. Az skonczy sie na tym, ze on nie sprosta wszystkim wymaganiom i wtedy bye, bye skarbie.

Mam jednak nadzieje, ze ta cisza skonczy sie juz szybko i nie bede musiala dlugo czekac. Bo nie chce go skreslac. W gruncie rzeczy jest fajny i swietnie mi sie z nim gada, ale musi sie postarac. Chociaz troszeczke.

Darling, dedykuje Tobie ten wiersz na gorze. - "znajdz mnie na lace kwiatow" - czekam;*

skomentuj | (0)



2010-08-22 | 20:16:18

Nie mam ochoty na pisanie. A troche sie ostatnio wszystkiego nazbieralo. Tych tematow... Moze jutro troche sie ogarne i jak uda mi sie ulozyc killka sensownych zdan, to dodam jakis wpis.

Ide zalewac moje smutki zielona herbata...

skomentuj | (0)



2010-08-12 | 20:04:53

Nie wytrzymalam. Dowiedzialam sie, ze jednak moja cierpliwosc tez ma granice. Szerokie. Ale ma.

Napisalam wczoraj do niego, chociaz obiecywalam sobie, ze to juz koniec, ze nie bede sie odzywac, niech robi sobie co chce. I nie wytrzymalam. Nie bylo latwo. Wgl czulam sie jak chora psychicznie. Bo juz od niedzieli mialam napisanego smsa do niego, zapisanego, ale nie wyslanego. I kazdego wieczoru wracalam do niego, cos zmienialam, dopisywalam, i juz mialam wysylac, ale... nie dalam rady. Nie potrafilam zmusic sie do dotkniecia tego cholernego napisu "wyslij". Moze naprawde jestem chora? A moze tylko balam sie. Ze nie odpisze, albo ze bedzie mnie zbywal, odpowiadal jakimis polslowkami? Tego nie wiem. Ale jedno wiem na pewno - ze bardzo ciezko jest przekroczyc granice, ktora sami ustalilismy.

Nie cierpie go. Mam ochote go pobic, podrapac, rozszarpac na strzepy, ale... Nie wiem jak on to robi, ale potrafi zrobic tak, ze i tak po kazdej naszej rozmowie jeszcze przez dlugi czas usmiecham sie jak idiotka. Nie potrafie sie gniewac na niego. Przynajmniej niezbyt dlugo. I, jak widac, sama nie wytzrymuje i robie pierwszy krok.

Ale wychodzac z zalozenia, ze mozna czegos nie zrobic i pozniej tego zalowac, korzystam z zycia i robie wszystko. I jedne rzeczy wychodza lepiej, inne gorzej, ale przynajmniej mam pewnosc, ze za jakis czas nie bede pluc sobie w twarz i wypominac "czemu tego nie zrobilas, idiotko".

Czas pokaze co z tego bedzie.

skomentuj | (0)



2010-08-11 | 16:04:51

Dzisiaj bedzie troche inaczej.

Bo duzo sie zmienilo.

Ostatniej nocy myslalam o tym, jak duzo mozna zrobic z milosci do drugiej osoby. Czy np. mozliwe jest, ze tak kochamy druga osobe, ze kalmiemy? Dla jej dobra... Przeciez klamstwo nie wychodzi na dobre... A jesli juz, to czy to ma jakis sens? Czy to, ze kogos kochamy nie oznacza, ze powinnismy go szanowac i mowic prawde. Nawet jesli to bedzie go bolec? Czy jednak powinnismy oszczedzic cierpienia? I.. Jeszcze, czy ktokolwiek potrafi zostawic kogos z milosci? Brzmi niedorzecznie, ale jak sie temu dokladnie przyjrzec, to mozna znalezc pewne hmm... plusy? Bo jak np jest taka sytuacja, ze zwiazek bylby powodem cierpienia jednej z osob, przez no nie wiem, poglady religijne, zakazane milosci, plotki innych. Gdyby drugiej osobie grozilo niebezpieczenstwo, nawet najmniejsze, to czy mamy odejsc? Zostawic go/ja bezpieczna, ale smutna? Przeciez i tak bedzie cierpiec... Czy jednak zostac i ciagle czuc ta niechec innych? Narazac siebie i kochanego na nieprzyjemnosci. I najwazniejsze. Czy damy rade odejsc, jesli kogos kochamy? Nawet dla jego dobra? Czy jednak jesli odchodzimy, to oznacza, ze nie kochalismy go tak prawdziwie?

Tyle pytan a ani jednej odpowiedzi... A co mnie sklonilo do tych przemyslen? Piosenka "Love the way you lie".

Co ta muzyka potrafi ze mna robic...

skomentuj | (1)



2010-08-09 | 16:11:59

Bylam w sobote w domku. Tzn tylko przez kilka godzin. Pozniej sis zabrala mnie do miasta i nad jezioro. Fajnie sie bawilam, od plywania mam teraz zakwasy, ale jednak "cos" bylo nie tak. Nie wiem, nie potrafilam tak szczerze sie usmiechnac. Bawilam sie, ale nie bylam tak do konca happy. I tak naprawde calkiem szczesliwa bylam tylko przez chwile w niedziele. Kiedy dostalam swoj nowy-stary telefon. Tak bardzo mi jego brakowalo... Najbardziej chyba muzyki, sluchanej przed snem. I wgl takiej nowosci. Bo w czasie ostatniej ostrej burzy zamoczylam sobie wyswietlacz w komorce, a ze delikatne toto, wiec jakies zwaecie bylo i bum, koniec, nie dziala. I przez 2 tygodnie musialam meczyc sie z jakims starym telefonem, bo tylko taki byl wolny w domu, moj piekny, baaardzo stary samsung x660. Masakra. Nigdy wiecej czegos takiego...

I jeszcze jedno. Naprawde zwariowalam.

Przez niego.

skomentuj | (0)



2010-08-05 | 18:30:27

Dziwnie sie dzisiaj czuje. Slucham Trzeciego wymiaru i mysle. O wszystkim i o niczym. Marze. Tesknie... A co to wlasciwie znaczy? Tesknie, czyli... czuje "sytosc jego nieobecnosci", jestem w jakiejs pustce, nie chce mi sie nic robic, nie wiem gdzie mam pojsc, co ze soba zrobic. Mysle o nim i czekam... Wariuje. Potrafie godzinami siedziec w miejscu i nic nie robic... To tesknota...??? Tak. Bo juz za dlugo czekam i moja psychoza sie nasila. Och, jaki melodramat. Jak cale moje zycie...

Zreszta co ja tam o sobie wiem...? Sama siebie nie znam, nie ufam... Tak naprawde "poznalam" siebie dopiero jakies 2 lata temu... Wczesniej nie mialam problemow. Tzn mialam, ale jakos nie przywiazywalam do tego wagi. Mialam swoj swiat, kilka lez i pare usmiechow w kieszeni. A teraz? Czy zyje? Nie, teraz nie. Teraz egzystuje. To sie troche rozni, no nie? Wstaje, ubieram sie, spedzam 8 godzin w pracy, starajac sie przemeczyc jak najmniej i wykorzystac kazda wolna chwile na spanie. Koncze prace, jem cos, wchodze na chwile na neta, biore prysznic i ide spac. Wgl najchetniej bym tylko spala. Nie chce nigdzie wychodzic, nie chce smiac sie, tanczyc, flirtowac, pisac, rozmawiac, ogladac tv. Nic nie chce. Nawet przestalam miec sny. A to sie rzadko zdarza. Nie wiem czemu nie wiem co mam robic. Gubie sie, platam i nawet nie szukam wyjscia. Nie chce mi sie, nie teraz...

Narazie chce przezyc jutro, jakies 8 godzin, bo o 13:30 powinnam juz miec wolna. Bede wracac do domu autobusem, jak ja tego nie lubie...;( ale nie mam wyjscia. Koncze juz, musze sie jeszcze dzisiaj spakowac, bo jutro nie bede miala czasu...

 

Moze jeszcze jakos to bedzie....

skomentuj | (1)



2010-08-04 | 20:41:31

Przed chwila skonczylam czytac S@motnosc w sieci. Ktorys juz raz z kolei. I kolejny raz przy czytaniu plakalam jak dziecko. Ta historia, wszystko. Nawet nie potrafie tego opisac. Co bylo najbardziej wzruszajace? Dla mnie koncowka ksiazki. Ich spotkanie, rozstanie. I ciaza. Rzeczy od niego wyrzucane do kosza. 150 maili. I "Jakubku, tesknilam za toba"... Nawet teraz nie potrafie powstrzymac lez...

Az dziwne jak ksiazka potrafi mi pomoc. Bo zawsze, gdy juz sama nie daje sobie rady ze wszystkimi problemami, to siegam po "Samotnosc...". I zawsze mi pomaga. Oczyszcza mnie. Daje sile, by isc dalej i nie poddawac sie.

A kiedy pierwszy raz przeczytalam te ksiazke... To bylo niedlugo po jej wydaniu, ile moglam miec lat? 14?15? wielu rzeczy jeszcze nie rozumialam, ale juz wtedy, jako dzieciak, plakalam nad nia. I pokochalam to imie "Jakub". Tak bedzie sie nazywal moj synek. Kiedys, w przyszloci. Jakub, Jakubek, Kubus... Slodkie...

A moj przyszly maz i ojciec moich dzieci nie odzywa sie juz 3 tygodnie. Co ja wlasciwie zrobilam? Najbardziej boje sie spotkania. Jego spojrzenia, wgl calej rozmowy. Bo kiedys musimy sie spotkac, nawet przypadkiem. I nie wiem, czy dam rade udawac, ze nic sie nie stalo. Nie wiem jak sie zachowam. Nie mam nawet sily sie nad tym teraz zastanawiac.

W piatek wracam do domku i do mojego Asmo. Ciekawe jak sobie radzil beze mnie... Juz nie moge sie doczekac piatku, godzina 14:45 i moge powiedziec, ze mam wolne... Suuuper.

I jeszcze jedno. Najwiecej ostatnio zastanawiam sie nad tym, czy moje poswiecenie ma jakis sens, czy jestem tylko kolejna, popierdzielona masochistka... Chyba nawet nie chce znac odpowiedzi....

skomentuj | (0)



2010-08-02 | 20:58:44

Mialam dzisiaj cos napisac. Ale nie chce mi sie. Wpadlam w jakis podly nastroj i jeszcze boli mnie glowa... Nawet przyslowia o dupie nie pomagaja, no moze troche... Ale to nie jest dobry czas na smiechy. Czasem trzeba miec taki smutny dzien. I naprawde, ale to naprawde mam wszystko i prawie wszystkich gleboko w dupie. Zegnam.

skomentuj | (0)



2010-07-31 | 15:33:00
Dawno mnie tu nie bylo... Ale juz wracam do swiata zywych, to bede miala czas na pisanie. Bo przez ostatni tydzien mialam tyle zajec, ze nie mialam nawet czasu na wlaczenie komputera. Ale wszystko po kolei...
Poniedzialek, wtrek i sroda - to byly bardzo pracowite dni. Ale juz w czwartek bylo ok. I jeszcze jedno. Moja rodzina sie powiekszyla - doszadl Asmo. Asmo (wlasciwie Asmodeusz;)) to malutki kotek, (wg mnie ok miesieczny, ale chudziutki i wyglada na mniejszego)ktorego znalazlam na drodze. Pewnie ktos go wurzucil... A ja kocham koty i musialam go przygarnac. Rodzice nie chcieli zeby siedzial w domu, ale i tak postawilam na swoim i jest teraz ze mna. Siedzi w duzej klatce po chomikach, dawno nie uzywanej. I juz sie tu zadomowil... Asmo jest milutki i czysty. Siersc koloru czekoladowego. Sliczne malenstwo. Sama slodycz. Narazie karmie go jedzeniem dla dzieci, np. obiadkami z hippa itp. Smakuje mu i mam pewnosc, ze nic mu nie zaszkodzi.
Ale wystarczy o kotku, mam tez inne tematy. Od ostatniego zdarzenia G. wcale sie do mnie nie odzywa, juz sama nie wiem co sie stalo. I rze ten tydzien duzo o nas myslalam. Czy to jeszcze ma jakis sens. Cala ta chora sytuacja... Czy nie lepiej bedzie wszystko zakonczyc, zamknac jednym ruchem i... stracic to wszystko...??? Nie wiem, szkoda by mi bylo tych kilku lat straconych przez jedna niedobra rzecz... Niee, to by za bardzo bolalo... Najlepszym rozwiazaniem bedzie spotkanie, ale narazie chyba nie jestem jeszcze na to gotowa, na taka powazna rozmowe. Nawet nie potrafie sobie tego wyobrazic. I musze to przyznac - cala ta sytuacja chyba mnie przerasta...
Nie wiem jak, ale bede musiala sobie z tym sama poradzic. Jak zawsze. I dam rade, zycie juz mnei do tego przyzwyczailo...

skomentuj | (0)



2010-07-22 | 19:40:02

Myslalam dzisiaj caly dzien o wtorkowym 'zdarzeniu' i doszlam do wniosku, ze wszystko powinno sie ulozyc. A jezeli, to bedzie znaczyc, ze nie jestesmy sobie przeznaczeni. Ale bedzie dobrze, powinno...

Oooo, jutro ostatni dzien w pracy... Pozniej mam tydzien urlopu, chyba... Musze wrocic do domu, odpoczac, spotkac sie z przyjaciolmi, kilka spraw poukladac... Porozmawiac z G. i wyjasnic wszystko, co mnie teraz gnebi...

Jestem wstepnie umowiona na niedziele do Augustowa, na 'plywanie na byle czym' z friend. Mam nadzieje, ze bedzie rownie smiesznie jak w ubieglym roku. Hehe, juz od 5 lat jezdze na te zawody. A w tym roku bedzie T.Love, w sumie nie lubie och tak bardzo, ale sa spk i fajnie bedzie zobaczyc i poslluchac ich na zywo. A przy okazji wyluzuje sie i poodpoczywam na plazy... Mam nadzieje, ze wyjazd wypali... Bo tak mowie, a nie mam transportu. Po tej "klotni" G. odpada, rodzicow glupio prosic zeby wiezli mnie te 40 km, a autobusem sie nie chce. No trudno, moze krys bedzie kogos miala. A jesli nawet, to cos sie zalatwi, tak jak zawsze.

Zeby tylko wytrzymac jakos jutrzejszy dzien, to bedzie git. Godzina 14:45 i jestem wooooolna!

Kurcze, chcialabym spotkac sie z G., wyjasnic sobie wszystko na spokojnie... Przytulic sie do niego... Teraz naprawde czuje jak mi tego brakuje. Tej bliskosci, ciepla... Tesknie za tym... I za nim tez, nawet za tymi rozmowami. Za wszystkim...  I bede tesknic zawsze, kiedy go nie bedzie przy mnie... Siempre... Gdy bede sama. Bede tesknic...

skomentuj | (0)



2010-07-21 | 16:52:43

Bo czasem... W takich sytuacjach... Odechciewa sie zyc. Tak po prostu. I nie, nie bez powodu. Powod jest i to powazny. A chodzi o to, co zwykle. Ze kiedy juz czuje, ze jest dobrze, jestem naprawde happy, to w jednej chwili wszystko sie pieprzy. 

Nawet nie wiem, co sie stalo. Przeciez nic nie zrobilam, napisalam tylko jednego, glupiego esa. A dlaczego? Bo sie stesknilam i chcialam wiedziec co u niego. A tu taki zjazd... I nie wiem co teraz myslec o tym wszystkim. Chcialabym pogadac z nim w cztery oczy, ale ciekawe czy teraz wgl sie spotkamy. Bo juz sama nie wiem czy mu zalezy, czy nie. I nie wiem co on sobie woybraza, ale ja nie mam zamiaru bawic sie z nim w jakies gierki...

I sie zdolowalam dzisiaj do konca. Nie wiem co mnie podkusilo, ale przejrzalam caly swoj blog, od poczatku. I o ile jeszcze pierwsze wpisy nie byly takie zle, to jak doszlam do lutego i mojego rozstania z P, to juz nie wytrzymalam. Lzy mi poplynely i wrocily wszystkie wspomnienia... A szczegolnie jak przeczytalamto, co do mnie powiedzial (napisal?) po wszystkim. Ten tekst mnie dobil. Bo przypomnial mi wszystko co bylo na balu i taki zal mnie ogarnal, ze omg... 

Ktory to juz raz gdy nie wiem co robic... Wszystko sie zmienilo, obrocilo o 180 stopni. A ja nawet nie moge mu wygarnac tego prosto w oczy. Naprawde, czuje sie podle. Bo przez sms tego nie zalatwie, zreszta juz wiecej do niego pierwsza nie napisze, mowy nie ma. A spotkac sie nie mam jak, przeciez dzieli nas ponad 100 km, to troche ponad moje mozliwosci. A w piatek, gdy moze bede wracac do domu, to ciekawe czy jasnie ksiaze raczy sie spotkac. Inawet nie mam sie komu z tego wyzalic. Przyjaciolki sa tak samo daleko jak on. A siostra? Nie, bo bym musiala opowiedziec jej cala historie, a na to nie mam sily... Niedlugo dojdzie do tego, ze bd sama do siebie gadac. Nie no, zwariuje przez niego. Ojj, jeszcze mi za to zaplaci, nauczy sie, ze ze mna sie nie zadziera...

Kotku, juz nie jestem twoja 'Olus", ani twoim bejbe, ani "Sloncem". Jestem nikim. Dokladnie tak mnie traktujesz. A ja, glupia, myslalam, ze tobie na mnie zalezy... Kurwa mac, znowu zaczynam przeklinac... Ale nie moge nic na to poradzic, nie wiem jak mam to wszystko zniesc... Czy wszystkie moje zwiazki musza miec taki final? Kurcze, to boli... Ale ja nie chce go stracic... Kocham go i to tak cholernie mocno, ze az serce boli. A nie wiem jak teraz odkrecimy te cala sytuacje, czy to wgl ma jeszcze jakis sens... Nie, tego nawet nie dopuszczam do mysli. Nie znioslabym straty jego. Bozeeee, co ja mam robic??? Ja potrafie duzo wybaczyc, ale przeciez nie bede jego przepraszac za to, ze mnie zjechal... To on ma przeprosic. A jezeli tego nie zrobi, to bedzie bye bye... 

Kotek, nooo, co z toba???:( Dlaczego taki jestes?? Tak zmieniasz swoje podejscie do mnie... Raz mam wrazenie, ze zrobilbys dla mnie wszystko, a pozniej okazuje sie, ze masz mnie w dupie. Dlaczego??;[ Co ja tobie zrobilam??;( Pomoz mi, bo juz naprawde nie wiem co robic... Zdecyduj sie i pokaz mi, co tak naprawde do mnie czujesz, co o mnie myslisz... Nienawidze tej niepewnosci, nie wiem co mam ze soba zrobic, jak sie pozbierac.... 

Kotek, wracaj do mnie... Nie odchodz, prosze...;,,,( 

skomentuj | (0)



2010-07-19 | 21:07:02

Dzien przezyty, misja wypelniona, chociaz ciezko bylo. Nerwy czasem mi, puszczaja, ale w kryzysowych sytuacjach staram sie myslec o G., to przynosi mi taka ulge...

Wgl po tych ostatnich wydarzeniach, czuje taki spokoj, ze az milo. A przeciez nic sie nie stalo, zadnych ekscytujacych przezyc, zadnego miziania. Ale cos sie zmienilo. I to na lepsze. A ja ciesze sie, bo nareszcie mam te swiadomosc, ze wszystko idzie w dobrym kierunku. Teraz dla mnie to tylko kwestia czasu i tego, kiedy znowu sie z nim zobacze.

Sprawdzilam w tlumaczu. "Baby" czyli te jego bejbe, oznacza glownie "kochanie", nie dziecko. Tak wiec swiadomie czy nieswiadomie nazywa mnie tak, jak powinien... To dobrze. Chociaz dla mnie bardziej podoba sie to ostatnie "Slonce". To takie slodkie... Ale ja nie wiem jak go nazywac. "misiu" do niego nie pasuje, "kotek" zarezerwowany byl dla innego i nie chce do tego wracac... Chyba tez zdecyduje sie na angielszczyzne. Np. Sweetie, dla mnie sie podoba, ale nie wiem czy pasuje chlopakowi. Hehe, sprawdze to jak bedziemy rozmawiac nastepnym razem. 

Naprawde wystarczylo tylko kilka slow, zeby przekonac mnie, ze marzenia sie spelniaja. Nie powiem, musialam sporo sie naczekac i tez przecierpiec przez niego, bo kazde spotkanie dawalo mi nadzieje, a pozniej dluuuugo cisza i mnie to bolalo. A teraz jest super, naprawde. Jestem szczesliwa i spokojna. I pierwszy raz od dlugiego czasu nie martwie sie co przyniesie mi kolejny dzien. Bo moze byc tylko lepiej. Juz wszystkie bariery zostaly zlamane, pokonalam wszelkie przeszkody. I jestem tu i teraz. Pani swojego swiata. Z wladza w swoich dloniach. Stoje na szczycie najwyzszej gory i decyduje o losie swiata...

 

Dzisiaj pomyslalam o ostatnim roku. I mozecie mi wierzyc lub nie, ale to byl chyba najlepszy rok jaki pamietam. Pomijajac te kilka nieudanych zwiazkow, przeplakanych nocy i mysli samobojczych, to cala reszta byla cudowna.

1. Milosc!! - wreszcie znalazlam te wlasciwa, piekna i prawdziwa...

2. Przyjaciele. - wspaniali, brak mi slow. Zawsze mi pomagali i byli przy mnie gdy tego potrzebowalam. Dziekuje.

3. Szkola. - kl.I ukonczona z wyroznieniem, praktycznie bez zadnego wysilku.

4. Czas wolny. - nie ma co sie oszukiwac, caly rok sie opierdzielalam. Bo tak wyszlo, nie mialam obowiazkow, bo rodzice nawet tego nie chcieli. Jak cos robilam, to z wlasnej woli. Super.

5. Zmienilam sie. - stalam sie powazniejsze, dojrzewam, w znaczeniu psychologicznym. Widze teraz problemy innych i staram sie pomoc.

Podsumowujac, rok naprawde mi sie udal i byle tak dalej. Zreszta teraz licza sie dla mnie tylko dwa pierwsze punkty, to zawsze bedzie najwazniejsze, reszte moze pieklo pochlanac...;)

Hmm, dziwnie troche zrobilam podsumowujac rok w lipcu, ale chodzilo mi glownie o rok szkolny wiec jest ok, od wakacji 2009, do dzisiaj. A do niektorych spraw trzeba podchodzic ze spokojem. I tego bede sie trzymac.

skomentuj | (0)



2010-07-18 | 20:07:09

Koncze z listami. Narazie. Jestes za blisko zeby pisac. Cos sie zmienilo. Sama nie wiem co. W sumie nic sie nie stalo...

I wez tu teraz powiedz, ze jemu na mnie nie zalezy...

Ale cos sie zmienilo. W moim podejsciu do calej tej sprawy. Bo dobrze jest usiasc i pomarzyc. Wszystko jest takie proste, piekne, na wyciagniecie dloni... A gdy marzenia sie spelniaja...? Wtedy zaczynamy miec watpliwosci czego tak naprawde chcemy... I marzenia przestaja byc piekne. Bo z marzen zmieniaja sie w rzeczywistosc. Sa za blisko, za bardzo prawdopodobne, by jeszcze z nich korzystac...

Lepiej jest jak nic nie ma. Chore?? Norma, to moje zycie.

Zapomnialam w piatek podziekowac. A bylo za co. Bo mimo tego, ze napisalam, ze nie dam rady nigdzie jechac, to on przyjechal... Stal przed moim domem i czekal. A ja w sumie to troche dziwnie sie poczulam, bo juz lezalam w lozku, nie spodziewalam sie tego. I wyszlam do niego w koszulce do spania. Ale na szczescie noc byla ciepla, do tego on zawsze mnie rozgrzewa... A dlaczego przyjechal? Bo stesknil sie za mna. Nie mogl wytrzymac jednego dnia... To takie slodkie... I jak mam teraz powiedziec, ze nie zalezy mu ani troche. Skoro tak sie zachowuje... Ale z drugiej strony potrafi nie pisac do mnie przez prawie 2 tyg. Chociaz i ja moglabym do niego pierwsza sie odezwac. Ale to nie to samo. Bo mam wrazenie, ze gdy ja zaczynam rozmowe, on stara sie mnie zbyc, takie krotkie odpowiedzi, urwane zdania, caly czas jest zajety... Chociaz tutaj go rozumiem. Kiedy posmakowalam prawdziwego zycia, poszlam do pracy, to wiem jak ciezko jest zmusic siebie do wykrzesania chocby iskry entuzjazmu... A on ma tak caly czas, juz od kilku lat... Biedactwo...

A najlepsze byla reakcja mojej rodziny na te nocna wizyte... Oczywiscie nie byli zli, czy cos w tym stylu, tylko tak jak zwykle od razu zaczeli robic jakies zarty, co delikatnie mnie wkurwilo. Ale nic, ok, wytzrymam, posmieja sie i skoncza. Kiedys i tak beda musieli sie z tym pogodzic. Ze ich najmlodsza corka/siostra dorasta i tworzy pierwszy staly, powazny zwiazek... Ale i tak najlepsza byla moja mama. Kiedy wszyscy sobie zartowali, ona powiedziala jedno zdanie "Czy tylko ja ciesze sie, ze ona JEST z nim?" Nie mamo, nie tylko ty. Ja tez sie ciesze... I nie obchodzi mnie co mowia inni. Wiedzialam, ze bedzie ciezko, ze trzeba bedzie zniesc te plotki ("Co?! Przeciez on jest za stary!! Ona na pewno jest w ciazy!! Tak nie moze byc!!") docinki ze strony najblizszych, zarty, smiechy itp. Ale jestem gotowa. Przyjelam wyzwanie... A nawet moje przyjaciolki uwazaja moj zwiazek jak wyrwany z jakiegos filmu. W sumie to nie dziwie sie, sama czasem mam takie wrazenie. Bo wychodzi na to, ze jednak na tym cholernym swiecie, marzenia sie spelniaja. Wystarczy troche poczekac. I chociaz jeszcze nie jest cudownie, to wiem, ze wszystko podaza w jednym kierunku. I to mi sie podoba...

Dojrzalam do tego zwiazku. Czuje to. Juz nie mam tej 'potrzeby' szukania sobie nowych milosci, przelotnych flirtow, chlopcow na tydzien;). On jeden mi wystarczy. I chociaz lubie kiedy inni faceci wodza za mna wzrokiem, to wiem, ze sibie oddalam temu wlasciwemu... Ale troche to trwalo. Moje zauroczenie w nim, pierwszy raz, to bylo ok.2 lata temu. Przeciez wtedy bylam jeszcze dzieckiem, mialam 14-15 lat. I juz wtedy poczulam to 'cos'. Ale kiedy przez tydzien kilka razy doprowadzil mnie do placzu, wyraznie dajac do zrozumienia, ze nie jest zainteresowany, to dalam sobie spokoj. Tiaaa, dalam. Pamietalam jego caly czas. I nawet jezeli przez ten czas przez zycie przewinelo mi sie wielu chlopcow, to kazdy z mial cos z niego. Jakis szczegol, jak np. podobny usmiech czy glos... Ale z zadnym z nich nie potrafilam stworzyc nic powazniejszego, co by trwalo dluzej niz 2 miesiace. Takie przelotne znajomosci i rozstania... Po jednych bolalo mniej, po drugich bardziej. A najbardziej okrutnym rozstaniem bylo te z P., w lutym tego roku. Wtedy naprawde ciezko bylo mi sie pozbierac. A dlaczego? Bo on najbardziej przypominal mi G.! Swietnie. I wiedzialam, ze tylko on bedzie umial mi pomoc. I tak sie stalo. Jak juz bylam na skraju zalamania, jak zaczelam miec mysli samobojcze, to z nieba spadl mi aniol. Chyba uznal, ze juz nie jestem dzieckiem i warto troche sie postarac. I tak wszystko sie zaczelo. Tak naturalnie. On byl moja odskocznia od problemow. Pomogl mi bardzo, nawet o tym nie wiedzac. I jestem mu za to bardzo wdzieczna. Kocham go. To juz niezaprzeczalne. Caly czas go kochalam, tylko nie dopuszczalam tego do swoich mysli. A przeciez byl ze mna na kazdym kroku. Podswiadomie wybieralam sobie chlopcow podobnych do niego, bo ciagle cos do niego czulam. A teraz juz nie musze sie kryc przed soba z tym uczuciem...

Teraz pozostaje mi tylko czekac, kiedy on odwazy sie powiedziec mi co do mnie czuje. A wtedy bydziemy zyc dlugo i szczesliwie... Obiecuje...

skomentuj | (0)




Toruń · Muzyka · MP3 · Filmy ·